Bocadillo madrileño

Za oknem już zimno, przenoszę się na południe.

Un bocadillo con calamares – mówiłam w barze tapas. – Un bocadillo – mówił stojący za ladą do kucharza, który pakował w miękkie bułki panierowane kalmary. Jadło się na stojąco i popijało piwem o pojemności 0,2 – tak zwane canas, zagryzając oliwkami. Resztki lądowały na podłodze. Wszyscy mówili bardzo głośno.

Mieszkałam tuż obok stacji metra Gran Via w starej kamienicy. Z okna widziałam prostytutki, stojące w grzecznym rządku i uśmiechające się do klientów. W dzień, w nocy, nad ranem. Zawsze kręciło się tam kilka osób. Dziewczyny miały na oko po 17-18 lat.

Plac Puerta del Sol był zawsze pełen ludzi. Wystarczyło wejść w boczne uliczki, żeby tłumy zniknęły. Spacerowałam, zaglądając do sklepów, przymierzałam buty, chodziłam oglądać Dalego i Velazqueza, wąchać tulipany i leżeć na trawie. Potem pojechałam do Toledo.

Był koniec kwietnia.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.