Gruzja, część trzecia. Swanetia

Wcale nie planowaliśmy jechać do Swanetii. Ale wszyscy przekonywali nas, że musimy. Wsiedliśmy więc w marszrutkę do Zugdidi, szykując się na trzy godziny jazdy, a potem pięć po wyboistej górskiej drodze. Ale nasz kierowca miał dla nas niespodziankę. Niedawno wybudowano nowiutką drogę Zugdidi-Mestia. Asfalt jak ta lala, pasy, światełka przy jezdni. A wszystko dlatego, że rezydencję postawił tam sobie prezydent Misza. I droga musiała być.

W “Toaście dla przodków” Wojciech Górecki opisuje azerbejdżańską wioskę, która była miejscem tętniącym magią (prawdziwą), dopóki była odizolowana od świata. Ludzie byli życzliwi, a za nocleg nie brali pieniędzy. Gdy powstało drogowe połączenie, wioskę zalał potok turystów, a miejscowi zaczęli wyciągać ręce po pieniądze.

Podobnie zrobiło się w Swanetii. Nasz przewodnik LP z 2008 roku przestrzegał, że nadal grasują tam bandy rabusiów, że jest dziko, niebezpiecznie, a turystów jak na lekarstwo. Ale kiedy przyjechaliśmy w środku nocy do Mestii, okazało się, że w trzech kolejnych kwaterach nie ma miejsc. Nocleg znaleźliśmy dopiero u Dali, która mieszka w dużym domu razem z mamą – 80-letnią babuszką.

Mestia
Mestia

A Mestia jest wielkim placem budowy. Po ulicach nadal chodzą krowy, ale w centrum powstał okropny budynek policji (to też zasługa Miszy), a powstaje kilka betonowych hoteli. Za parę lat będzie tu wielki kurort turystyczny. Informacja turystyczna już działa, obsługa płynnie mówi po angielsku, a my załapaliśmy się nawet na wywiad dla ukraińskiej telewizji.

Bliskie spotkanie
Zakochany byk

Na szczęście droga do Uszguli, najwyżej położonej i stale zamieszkanej wioski w Europie (Gruzini uznają się za jej część), była kręta, wyboista i do niczego. Są tam dwie osady. Jedna z nich została zniszczona parę lat temu przez lawinę, zginęło kilkadziesiąt osób. Budynki stoją opuszczone. W drugiej wiosce też było martwo. Ale świeciło słońce, majestatyczna Uszba (zwana “Wiedźmą )obsypana była świeżym śniegiem (spadł poprzedniego dnia!) i działał bar. Obok nas siedziała wycieczka emerytów z UK.

Uszguli
Uszguli

Swanetia zamieszkana jest przez Swanów – odrębny lud z własnym językiem, kuchnią i obyczajami. Swanowie różnią się też od reszty mieszkańców Gruzji. Wielu z nich ma jasne oczy i włosy.

Dali powiedziała nam jednak, że ludzie wyjeżdżają. W mieście dużo się buduje, ale dla Swanów nie ma pracy. Przyjeżdżają robotnicy zewnętrznych firm z Tbilisi.

W Swanetii, podobnie jak w Tuszetii, nie brakuje kamiennych wież obronnych. Obecnie najczęściej służą one jako spichelrze. W Uszguli w jednej z nich urządzono muzeum. Tysiącletnie zabytki Swanów kurzą się w zatęchłych izbach.

W tej wieży podobno uwięziona została kiedyś księżniczka. Czekała tam na swojego ukochanego. Ale on umarł na obczyźnie i nigdy jej nie odnalazł.

U Dali w kuchni
Dali robi ciasto na chaczapuri
Chaczapuri rośnie

Kiedy wracaliśmy 12 godzin marszrutką do Tbilisi, Dali zaopatrzyła nas w swańskie przysmaki i swańską sól, która składa się głównie z czosnku. Piotrowi podarowała słoik domowych konfitur.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.