Bretania

To było jedno z bardziej zachwycających miejsc, jakie widziałam. I takich, gdzie zrobiłam przepiękne zdjęcia niewielkim aparatem.

Nazwa Bretanii wymawiana w jej regionalnym języku (Breizh) brzmi szorstko, ale melodyjnie, jak gdyby ktoś wysypywał z worka groch albo heblował młode drewno w pochmurne letnie popołudnie. Przypomina nieco bretoński krajobraz. Jest ociosana jak urwane w pół klify porośnięte gęstą szczeciną gorzkiej trawy, przy których podczas odpływu leżą obłe cielska śniętych kutrów rybackich.

Staliśmy w tym romantycznym krajobrazie wichrowych wzgórz Tristana i Izoldy i marzliśmy jak cholera. Był marzec, padało jak zwykle, a grube kłębki chmur kotłowały się na horyzoncie szarozielonego morza jakby ktoś nawijał na wrzeciono ogromną włóczkę. Wiatr gonił je jak kot i usiłował rozmotać splątane szpulki. Było to na nic, bo one i tak dalej przędły poszarpany sweter z sinego nieba, a potem topiły go w słonej wodzie oceanu.

Mont Saint Michel. Rozczarowuje
Przypływ w Saint Malo

Godzinami oglądaliśmy wielkie cielska statków wpływających do portów. Deszcz nie przestawał siąpić, podstawową częścią naszej garderoby musiały więc stać się kalosze. I tak przez jakiś czas, nie wiem dokładnie jaki, bo wszystko pomnożyło się przez cztery z powodu odpływów i przypływów co sześć godzin.

Fot. Kot Cosmo aka Magister Becia

Gdy tylko stamtąd wyjechałam, natychmiast zapragnęłam powrócić. Jak przypływ, przyciągany nieustannie przez magiczną siłę Księżyca.

 


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.