Podwórka. Papierosy. Serbia

 

Nie wiem, czy umiem coś powiedzieć o Serbii. Na progach domów siedzą znużeni mężczyźni, palą papierosy i patrzą, jak płynie czas. Podwórka są zaniedbane, walają się po nich rupiecie, graty, żelastwo i cały bajzel, który żal wyrzucić. Lato płynie swobodnie, niezatrzymywane niczym szczególnym, żadnym ważnym wydarzeniem, żadną przeszkodą w bezkresie czasu, z którym nie ma co zrobić. W ogródkach toczą się leniwe rozmowy, przerywane niedbałym gestem odganiania much. Jest jak w Polsce, gdy tylko zejdzie się z głównej drogi i zajrzy za metalowe siatki, zza których wystają róże i margerytki. Trochę rozkładu, rozpadu, bylejakości i codzienności, której podglądanie jest jednocześnie czymś wstydliwym i czymś naturalnym. Tu nie ma samotności, tu zawsze jest się z kimś, choćby przechodniem spoglądającym zza płotu.

Tylko taką Serbię znam. Zagraconych podwórek, zdjęć zza płotu, samochodów zaparkowanych przy drodze. Zielonych dróg nad rzekami i miękkiego światła, kapci porzuconych na progu i ganków ocienionych winoroślą.

Belgrad, rok 2008

A jednak to w Serbii spotkało mnie jedno z tych zdarzeń, które nosi się w sercu zawsze. Wyobraźcie sobie, że jest wczesny wieczór, do granicy z Węgrami kawał drogi, za miedzą leży Kosowo i Macedonia, a pomarańczowy samochód, którym jedziecie się psuje. Na amen. Wokół nic. Ani miasta, ani stacji, ani telefonu.

Siedziałam przy drodze w białej sukience i czekałam. Zatrzymał się pewien człowiek. Zabrał nas na hol do kolegi-mechanika, który przez dwie godziny usiłował ustalić, co się stało. Nie wiem, czy mu się udało, ale auto zaczęło jechać. Nasz nowy przyjaciel oświadczył, że oczywiście nie ma mowy, byśmy jechali w dalszą drogę. Zaprosił nas do siebie i razem z żoną w 9. miesiącu ciąży (!) ugościł tak, że jakakolwiek knajpa się chowa. Siedzieliśmy długo w noc, piliśmy piwo Jelen i rozmawialiśmy o Serbii, Unii, Kosowie, przyszłości i teraźniejszości. Rano zabrał nas na śniadanie do piekarni i obraził, gdy chcieliśmy zapłacić. To było piękne i wydawało się takie proste, takie naturalne. Gość, nawet jeśli obcy, to gość.

To było w miejscowości Vladicin Han. Tyle mogę powiedzieć o Serbii.


One thought on “Podwórka. Papierosy. Serbia

  1. Graty i rupiecie mi nie przeszkadzają, a nawet mają swój urok, a Serbowie za to (na ile można ocenić po 2 krótkich pobytach) są szczerzy i przyjaźni. Nie tylko względem obcych, ale również względem siebie, co widać choćby w autobusie, czy tramwaju. To jest to, czego mi u nas, w Polsce brakuje. Dlatego druga część Twojego wpisu mi bardziej do serca przypadła. Lubię Serbię. 🙂

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.