Stambuł, czyli Azja dla początkujących

Uwaga, będzie romantycznie. Przynajmniej na początku.

fot. Kuba
fot. Kuba

Jesteśmy w Stambule, w hotelu Sayeban, w dzielnicy Beyazit, na tyłach Błękitnego Meczetu. Leje. Z okien pokoju widać pracownię szewców, którzy uwijają się jak w ukropie, od świtu do późnego wieczora. Kupiliśmy wino w sklepiku na rogu, zjedliśmy kebaba z jagnięcych płucek i jelit, talerz smażonych sardynek, popiliśmy ayranem i słodką herbatą, teraz popijamy winem.  Co jest romantycznego w jagnięcych płuckach, spytacie? Ano to, że gdyby nie te płucka, gdyby nie Stambuł, to pewnie nie byłoby wyprawy, bo w Stambule wszystko się zaczęło. Byliśmy w tym samym hotelu, mieliśmy taki sam widok z okna, spacerowaliśmy tymi samymi ulicami. I tak jakoś wyszło 🙂 Akurat wypadały Walentynki, w Warszawie spalił się most Łazienkowski, a my gadaliśmy sobie, że fajnie by było pojechać na dłużej do Azji… No sami widzicie, że wyszło romantycznie. Bo Stambuł jest, kurka, romantyczny do bólu.

Aya Sofia nocą, fot. Kuba
Aya Sofia nocą, fot. Kuba

Jest w tym mieście jakieś odległe tchnienie dawnej świetności, czar upadłego imperium. Majestatyczna Hagia Sofia, której bryła rozsiadła się w centralnym punkcie miasta. Małe sklepiki, w których można kupić lampy Alladyna, filiżanki do kawy, przyprawy z tysiąca i jednej nocy, słodkie jak ulepek przysmaki. Europa spotyka Azję, na razie jej nieśmiałe, ucywilizowane wcielenie. Dziewczyny w obcisłych dżinsach i dziewczyny w chustach. Dym z nargili i piwo Efes. Wołanie muezinów i reklamy kremów przeciwzmarszczkowych. Rozkrzyczane mewy nad morzem, zapach ryb ze smażalni, promy niestrudzenie kursujące na drugą stronę Bosforu. I wszystko skąpane w tym cholernym deszczu, który jak siąpił w lutym, tak siąpi teraz. Pogoda ogólnie jest dokładnie taka sama jak w lutym, no tyle, że teraz trochę cieplej.

This slideshow requires JavaScript.

Kuba powiedział, że Stambuł to takie miasto, w którym można od razu się zakochać albo od razu je znienawidzić. Ja tam się nie zgadzam, bo opcja nr 2 nie wydaje mi się możliwa 🙂 I wiecie co? Fajnie jest wracać do miejsc, które już się zna. Które są odrobinę mniej obce, odrobinę bardziej jak w domu.

DSC_2111

Ale, dla tych, co nie byli, a chcą być:

  • najfajniejsza dzielnica do mieszkania to okolice przystanku tramwajowego Beyazit, na tyłach (dalszych tyłach) Sultanahmet. Wąskie brukowane uliczki, kafejki, restauracje i przytulne hoteliki, z których gorąco polecamy ten. Obsługa przemiła, ceny umiarkowane, a i trudno o lepszą lokalizację.
  • najlepsza knajpa to z kolei smażalnia ryb przy tej samej ulicy, co hotel. Dają też kebab z jelitek, doradę, łososia i inne rybki. Palce lizać.
  • żeby wjechać do Turcji, trzeba mieć wizę. Można ją załatwić przez internet, można też w wizomacie na lotnisku (wbrew temu co podaje nasz MSZ, Turcja na razie nie wyłączyła tej opcji). Kosztuje 20 dolarów, jest ważna przez pół roku, podczas którego w Turcji można łącznie przebywać 90 dni (liczba wizyt dowolna, w sensie: wiza jest multiple entry).
  • lotnisko Ataturk w Stambule to nie Modlin. Jest wielkie i panuje na nim proporcjonalny do wielkości burdel. Po wyjściu z samolotu najpierw są wizomaty, potem kontrola paszportowa (kolejki są dość długie), a dopiero potem odbiór bagażu. Dalej przy wyjściu są kantory (kurs jest w porządku, nieco gorszy niż w mieście, ale bardzo niewiele) i bankomaty. Z lotniska można do centrum dojechać metrem.
IMG_2646
Stambulskie metro; piwo Jelen na lotnisku w Belgradzie; burdel na Ataturku; tramwaj
  • metro i tramwaje w Stambule to świetny środek transportu, są czyste i tanie. Nie ma biletów. Trzeba kupić specjalną kartę i zakodować na niej, ile się chce przejazdów, albo kupować plastikowe żetony w “jetonmatiku”. Taki żetonik wrzuca się do dziurki i przechodzi na przystanek. Jako mądre głowy wywnioskowaliśmy, że dzięki temu nie ma w tramwajach kanarów (kontrola jest tylko przy bramkach), ale przystanki są dobrze zabezpieczone przed pasażerami na gapę. Jeśli jedziemy z przesiadką metro-tramwaj, potrzebować będziemy dwóch żetonów. Jeden kosztuje 4 liry, czyli około 5 zł.

DSC_2001

W Stambule ponadto warto:

  • zobaczyć w środku Aya Sofię i Błękitny Meczet (ale wejście jest tylko poza godzinami licznych modlitw);
  • wspiąć się na Galata Tower, a także wpić piwo u jej stóp;
  • przepłynąć się promem (miejskim! nie turystycznym) na drugą stronę Bosforu;
  • zjeść rybę, kalmary, sardynki – to w końcu miasto morskie w pełnym tego słowa znaczeniu;
  • odwiedzić Harem na terenie pałacu Topkapi – tak naprawdę to jest najbardziej wart zobaczenia. Z uwagi na tłumy ludzi komfort zwiedzania Topkapi jest mocno średni;
  • odnaleźć tęczowe schody (niedaleko pałacu Dolmbahcze) i strzelić sobie tam fotkę. Do strzelania fotek nadają się też wąskie uliczki Beyazit.
DSC_0071
fot. Kocix
DSC_0099
fot. Kocix

Wszystkie zdjęcia, o ile nie zaznaczono inaczej, są autorstwa Kuby. Fotki z naszego lutowego wypadu można obejrzeć za to tutaj (Kuba) i tutaj (Asia).


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.