Dubaj. Szklane domy na piasku

– Szejkowie muszą bardzo kochać swoje żony – powiedziałam do Kuby w centrum handlowym Dubai Mall. Nie mogłam oderwać oczu od dumnych postaci w bielutkich szatach, przechadzających się pod rękę z kobietami w czerni.  Niektóre miały zasłonięte twarze. Większość – torebkę od Prady. I opasłe torby z zakupami z luksusowych sklepów, taszczone przez mężów. Naprawdę opasłe. I z naprawdę luksusowych.

Typowa para z Dubaju (fot. Kuba Głębicki)
Typowa para z Dubaju (fot. Kuba Głębicki)
Dubai Mall (fot. Kuba Głębicki)
Dubai Mall (fot. Kuba Głębicki)
Wieżowce i wielbłądy (fot. Kuba Głębicki)
Wieżowce i wielbłądy (fot. Kuba Głębicki)
Dubai Aquarium (fot. Kuba Głębicki)
Dubai Aquarium (fot. Kuba Głębicki)
Dubai Mall (fot. Kuba Głębicki)
Dubai Mall (fot. Kuba Głębicki)

Dubai Mall to taki Disneyland dla dorosłych. Jest tu wszystko i wszystko największe. Albo najlepsze. Albo najdroższe. Albo wszystko naraz. No żal nie kupować.

Francuskie słodycze (fot. Kuba Głębicki)
Francuskie słodycze (fot. Kuba Głębicki)
Dubai Aquarium (fot. Kuba Głębicki)
Dubai Aquarium (fot. Kuba Głębicki)
Dubai Mall (fot. Kuba Głębicki)
Dubai Mall (fot. Kuba Głębicki)
Chcieli, więc kupili sobie szkielet dinozaura z muzeum. Za 80 mln dolarów (fot. Kuba Głębicki)
Chcieli, więc kupili sobie szkielet dinozaura z muzeum. Podobno za 80 mln dolarów (fot. Kuba Głębicki)
Dubai Aquarium (fot. Kuba Głębicki)
Dubai Aquarium (fot. Kuba Głębicki)
Dubai Mall (fot. Kuba Głębicki)
Dubai Mall (fot. Kuba Głębicki)

60 lat temu była tu pustynia. Emiraty składały się głównie z rybackich wiosek, rządzonych przez tradycyjne klany. Wielka metropolia wyglądała tak:

fot. Sheikh Mohammed bin Rashid Centre for Cultural Understanding
fot. Sheikh Mohammed bin Rashid Centre for Cultural Understanding
Dubaj dziś (fot. Kuba Głębicki)
Dubaj dziś (fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
Stacja dubajskiego metra (fot. Kuba Głębicki)
Stacja dubajskiego metra (fot. Kuba Głębicki)

Przełomem było oczywiście odkrycie ropy. Od roku 1969, gdy pierwsza baryłka opuściła Dubaj, wiele się zmieniło. Emiraty uniezależniły się od Wielkiej Brytanii, zjednoczyły i zostały bankowym imperium. Dzisiaj ropa to tylko około 20 proc. PKB. Resztę stanowią transakcje finansowe i turystyka.

W Dubaju szklane wieżowce wyrastają wprost z pustynnego piachu. Metro jeździ samo, bez motorniczego. Przestępczość pospolita niemal nie istnieje. Istnieje za to stok narciarski – w mieście, gdzie temperatury sięgają 48 stopni Celsjusza (stok jest rzecz jasna sztuczny). Istnieje też sztuczna wyspa w kształcie palmy, archipelag wyglądający jak mapa świata i najwyższa na świecie wieża. Którą zbudowali sobie tylko dlatego, że mogli.

Wieża jest fajna. Bilety najlepiej kupić przez internet, kosztują 125 dirhamów od osoby (około 130 zł)
Wieża jest fajna. Bilety najlepiej kupić przez internet, kosztują 125 dirhamów od osoby (około 130 zł)
Burj Khalifa (fot. Kuba Głębicki)
Burj Khalifa (fot. Kuba Głębicki)
Widok z Burj Khalify (fot. Kuba Głębicki)
Widok z Burj Khalify (fot. Kuba Głębicki)
Smog nad miastem (fot. Kuba Głębicki)
Smog nad miastem (fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
Winda na 124 piętro (fot. Kuba Głębicki)
Winda na 124 piętro (fot. Kuba Głębicki)

W tak zwanym międzyczasie okazało się jednak, że w szklanych wieżowcach nie ma komu pracować (ani komu budować następnych), więc do Emiratów zaczęli ściągać ludzie z całego świata. W 1960 roku w Dubaju mieszkało 40 tysięcy ludzi. Dzisiaj – ponad dwa miliony. Dysproporcje są ogromne: 3/4 ludności to mężczyźni, a rodowici mieszkańcy Emiratów – 10-15 procent. Reszta to mix: Hindusi (ponad 50 proc.), Pakistańczycy, Filipińczycy, imigranci z Bangladeszu, expaci z Europy. W Dubai Mallu można spotkać więc wydekoltowane Europejki, Filipinki w kusych spódniczkach, muzułmanki z Indii i Emiratki w czarnych abayach. A pomiędzy nimi jak duchy suną mężczyźni w białych szatach i z komórkami w rękach.

Wagony tylko dla kobiet w metrze. Kara - 100 dirhamów (fot. Kuba Głębicki)
Wagony tylko dla kobiet w metrze. Kara – 100 dirhamów (fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
 (fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)

Natłok imigrantów ma dla turysty kilka pozytywnych skutków. Obowiązującym językiem jest angielski, co znacznie ułatwia życie, nikt nie jest u siebie, więc nie ma się poczucia bycia obcym, a w sklepach jest wszystko (choć śledzi nie znaleźliśmy). Ale nawet w naszej dzielnicy, zamieszkanej w dużej mierze przez Filipińczyków, były sklepy z zachodnim jedzeniem,  wieprzowiną, szwajcarskim serem i belgijską czekoladą. Emirejtsi niezwykle finezyjnie obeszli surowe prawa islamu, robiąc ukłon w stronę expatów z Europy. Alkohol jest do kupienia w hotelach i specjalnych sklepach, a boczek – w “non muslim zones” w supermarketach. Hotelowe plaże pełne są dziewczyn w bikini. Publiczne zresztą też, choć wszędzie wiszą plakaty nawołujące, by “respektować zwyczaje i ubierać się odpowiednio po zejściu z piasku”. W praktyce wygląda to różnie, widziałam laski w stringach i Hinduski kąpiące się w rybaczkach: na nikim ani jedno, ani drugie nie robiło wrażenia. Ale pary trzymające się za ręce to rzadkość, o publicznych czułościach nie ma mowy, podobnie jak o napiciu się piwa w restauracyjnym ogródku. Trudno zapomnieć o tym, że to kraj muzułmański.

Dubajska plaża (fot. Kuba Głębicki)
Dubajska plaża (fot. Kuba Głębicki)
 (fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)

No więc błyszczące wieżowce, luksusowe jachty, najdroższe na świecie hotele, restauracje serwujące najbardziej wyrafinowane dania. I powiem wam, że wszystko to jakieś takie… bezosobowe. Czysto, schludnie, jasno i czytelnie, ale jakby bezdusznie. Sztuczne wyspy, sztuczny stok narciarski, sztuczne miasto na pustynnej, niegościnnej ziemi.

This slideshow requires JavaScript.

Tchnienie dawnych czasów i zaskakująco kolorową, żywą atmosferę można jeszcze znaleźć w starej części Dubaju. Tam nadal działają souki, cumują stare rybackie łodzie, a turystów z jednego brzegu na drugi wożą sternicy z papierosami w zębach. Ale to bardziej atrakcja turystyczna niż autentyczny powiew przednaftowych dni.

Old Dubai (fot. Kuba Głębicki)
Old Dubai (fot. Kuba Głębicki)
Old Dubai (fot. Kuba Głębicki)
Old Dubai (fot. Kuba Głębicki)
Old Dubai (fot. Kuba Głębicki)
Old Dubai (fot. Kuba Głębicki)

Nam Dubaj pozwolił nieco odetchnąć po Iranie, wyspać się i odpocząć. Miasto nie jest wcale aż tak drogie; ceny porównywalne są z tymi w Europie Zachodniej. Taksówki kosztują tyle co w Warszawie, metro jest tanie i szybkie, a część posiłków można przygotować samemu korzystając ze świetnie zaopatrzonych supermarketów. Tania jest elektronika, ciuchy i kosmetyki kosztują tyle samo, co u nas. Wjazd na Burj Khalifę to jakieś 130 zł (125 dirhamów), wstęp do akwarium i podwodnego zoo – 100 dirhamów, półtoragodzinny rejs promem – 50 dirhamów, bilet do kina – 35 dirhamów. Problem jest tylko z hotelami i knajpami: tutaj nie ma górnej granicy cen. Sky is the limit.

Kocik i WIELKA PŁASZCZKA (fot. Kuba Głębicki)
Kocik i WIELKA PŁASZCZKA (fot. Kuba Głębicki)
Opływam w luksusy (fot. Kuba Głębicki)
Opływam w luksusy (fot. Kuba Głębicki)
I love Dubai? (fot. Kuba Głębicki)
I love Dubai? (fot. Kuba Głębicki)

 

 

 


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.