Camel safari i noc pod gwiazdami

fot. Asia
fot. Asia
Taki jestem ładny! (fot. Asia)
Taki jestem ładny! (fot. Asia)
Na pustyni (fot. Kuba Głębicki
Na pustyni (fot. Kuba Głębicki)
Kocham camele! (fot. Kuba Głębicki)
Kocham camele! (fot. Kuba Głębicki)

– Umiem rozpoznać każdego swojego wielbłąda po śladach stóp – oznajmił dumnie właściciel stada. Wielbłądy właśnie zostały rozsiodłane i leżą sobie spokojnie, kontemplując zachód słońca. My też leżymy i też kontemplujemy, nad wielbłądami mamy jednak tę przewagę, że trzymamy w ręku zimne piwo. Wielbłądy muszą obejść się smakiem, one zresztą mogą wytrzymać bez picia nawet dwa tygodnie. Za to jak już piją, to na umór – sto litrów w ciągu dziesięciu minut. Sto litrów! Wody jednak wcale nie magazynują w garbie – tam składowany jest tłuszcz, który w trudnej sytuacji jest źródłem energii.

Na piękne oczy (fot. Asia)
Na piękne oczy (fot. Asia)
Nasza karawana (fot. Asia)
Nasza karawana (fot. Asia)
Dajcie odpocząć... (fot. Kuba Głębicki)
Dajcie odpocząć… (fot. Kuba Głębicki)

Na camel safari przyjechaliśmy z oddalonego o kilkadziesiąt Jaisalmer, co jest sztandarową atrakcją miasta i cieszy się wielkim powodzeniem. Wycieczka, oprócz właściciela stada i jego pomocników, składa się z siedmiorga turystów (nas, pary Hindusów z Bangalore, jednego z Radżastanu, jednego Tajwańczyka i jednego Serba) oraz dziewięciu wielbłądów. Wszystkie mają piękne rzęsy (żeby im pył nie wpadał do oczu), dwupalczaste kopytka, dzięki którym nie zapadają się w piasek, łagodne usposobienie (wytrenowanie camela trwa nawet pięć lat) i ogólnie są fajne. Mogą nieść ładunek rzędu 100-200 kg, a nieobciążone przejść nawet 150 km w ciągu 15-20 godzin. Gdy się rozpędzą, osiągają prędkość 65 km/h. Można je doić (są nawet lody z wielbłądziego mleka!) i golić – na wełnę, z której produkuje się piękne i ciepłe szale.

Camel o zachodzie słońca (fot. Kuba Głębicki)
Camel o zachodzie słońca (fot. Kuba Głębicki)

Jak dosiąść wielbłąda? Żeby camel uklęknął, a potem się położył, trzeba powiedzieć mu “czok czok”. Wtedy zwierzę upada najpierw na “łokcie”, a potem na kolana, można więc wdrapać się na grzbiet. Wstawanie odbywa się tak samo, tylko w odwrotną stronę. Każdy wdrapuje się więc na swojego wierzchowca i w drogę! Jazda na wielbłądzie do najwygodniejszych nie należy, ale najlepsze, co można zrobić, to dać mu się kołysać. Camele stawiają nogi w stępie inaczej niż konie: jednocześnie idzie prawa albo lewa strona. Jedziemy niezbyt długo, około dwóch godzin, ale to wystarcza, by rozbolały nas nieprzyzwyczajone uda i kolana.

"Czok czok" - i wielbłąd klęka (fot. Kuba Głębicki)
“Czok czok” – i wielbłąd klęka (fot. Kuba Głębicki)
Wsiadanie (fot. Kuba Głębicki)
Wsiadanie (fot. Kuba Głębicki)
Bardzo mi dobrze na moim camelu! (fot. Kuba Głębicki)
Bardzo mi dobrze na moim camelu! (fot. Kuba Głębicki)
Cienie na piasku (fot. Kuba Głębicki)
Cienie na piasku (fot. Kuba Głębicki)
Nasza karawana (fot. Kuba Głębicki)
Nasza karawana (fot. Kuba Głębicki)

Mijamy niewielką wieś, potem wkraczamy w rejon kolczastych krzewów, a wreszcie piaszczyste wydmy. To pustynia Thar, piękna i cicha, zupełnie inna niż zatłoczony do granic możliwości Jaisalmer.

Takie obrazki (fot. Kuba Głębicki)
Takie obrazki (fot. Kuba Głębicki)
Camela trzeba po jeździe rozsiodłać (fot. Kuba Głębicki)
Camela trzeba po jeździe rozsiodłać (fot. Kuba Głębicki)
Zachód słońca (fot. Asia)
Zachód słońca (fot. Asia)
Pozdrowienia z pustyni!
Pozdrowienia z pustyni!

Potem odbywa się rozbijanie obozowiska, szykowanie kolacji, rozbieranie wielbłądów i oglądanie zachodu słońca. Camele na noc puszczane są w okoliczne zielsko. Kolacja jest pyszna, zachód słońca piękny. Długo siedzimy przy ognisku, rozmawiając albo po prostu patrząc w płomienie. Nikt nie patrzy w komórkę, płyną za to opowieści. Do snu układamy się na materacach, pod gołym niebem, które nad naszymi głowami wygląda tak:

Milky way! (fot. Kuba Głębicki)
Milky way! (fot. Kuba Głębicki)

Budzimy się o świcie, jest jeszcze piękniej niż wieczorem. Nasi przewodnicy już szykują gorącą masala tea, a szef zagania stado. Wielbłądy nie odeszły daleko: spętano im nogi, a dzwoneczki na szyjach cały czas sygnalizują, gdzie są. Potem odbywa się czyszczenie wielbłądzich garbów, siodłanie, śniadanie i niebawem znów oglądamy świat z góry. Aż szkoda, że to wszystko trwało tak krótko.

And we just woke up like this (fot. Asia)
And we just woke up like this (fot. Asia)
 (fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
Wielbłądy poszły w las (fot. Kuba Głębicki)
Wielbłądy poszły w las (fot. Kuba Głębicki)
Pobudka na pustyni (fot. Kuba Głębicki)
Pobudka na pustyni (fot. Kuba Głębicki)
Czyszczenie garbów (fot. Kuba Głębicki)
Czyszczenie garbów (fot. Kuba Głębicki)
Gotowi do drogi (fot. Kuba Głębicki)
Gotowi do drogi (fot. Kuba Głębicki)
I można znów jechać (fot. Kuba Głębicki)
I można znów jechać (fot. Kuba Głębicki)
Dumny właściciel stada (fot. Kuba Głębicki)
Dumny właściciel stada (fot. Kuba Głębicki)
Do widzenia! (fot. Kuba Głębicki)
Do widzenia! (fot. Kuba Głębicki)

Jeśli będziecie w Jaisalmer, jedźcie na safari. My korzystaliśmy z agencji Real Desert Man Camel Safari. Możemy z czystym sumieniem polecić. Organizacja była super. W cenie jest transport dżipem na pustynię, wielbłądy, smaczne jedzenie, woda mineralna bez ograniczeń. Cena to 1650 rupii za overnight stay. To około 25 dolarów. Naprawdę warto.

 (fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
Pustynia (fot. Kuba Głębicki)
Pustynia (fot. Kuba Głębicki)
My i camele
My i camele
Świt (fot. Kuba Głębicki)
Świt (fot. Kuba Głębicki)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.