Taj, Taj, Taj

fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Asia
fot. Asia
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki

Zbudowano go z łez i krwi ludzi, którzy przy nim pracowali. Wszystkim budowniczym po zakończeniu prac ucięto ręce, by nigdy nie byli w stanie wznieść czegoś równie pięknego.

Mauzoleum to tylko przykrywka. W rzeczywistości to świątynia poświęcona bogowi Shivie, która potem została przerobiona na grobowiec.

Na przeciwnym brzegu rzeki miał powstać czarny Taj, w którym Szah Jahan zamierzał sam spocząć po swojej śmierci.

Taj Mahal, fot. Kuba Głębicki
Taj Mahal, fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki

Wszystkie powyższe zdania to kłamstwa. Ale Taj Mahal jest tak hipnotyzujący, że wyobraźnia może ponieść każdego.

Jechałam go zobaczyć, bo jak to – być w Indiach i nie widzieć Taja? Kuba widział go już dwukrotnie (zdjęcia możecie zobaczyć tutaj), ale ostrzegał: Agra to paskudne miasto. Miał rację. Dziury, krowie kupy, slumsy, naganiacze i tuktukowcy w falującej, wezbranej masie, która dzień i noc płynie ulicami miasta. Nie ma tu miłych restauracji na dachach ani malowanych na błękitno domów, nie ma klimatycznych ghatów, wspaniałych świątyń czy malowniczych starych havelis.

Ale jest on. Wyłania się z chaosu jak pierwszy na świecie bóg. Zanurzony w brunatnym smogu jest jak perła, jak samorodek w kupie gnoju. Najpiękniejszy.

fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki

Najwspanialszy jest o świcie, gdy pierwsze promienie słońca padają na marmurowe ściany. I choć towarzyszy mu nieodłączne tchnienie śmierci, zachwyca tak, jak potrafią zachwycać rzeczy, które na pierwszy rzut oka nie mogły być stworzone ręką człowieka.

fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki

Pisano już o nim, że to “łza na policzku wieczności” (Tagore) i że to “ucieleśnienie tego, co najczystsze” (Kipling). Prawda jest taka, że opisać się Taja nie da. Trzeba przyjechać, przebić się przez smrodliwą Agrę, przez rzesze naganiaczy, kolejkę do kasy i kolejkę do wejścia, przez tłumy, trzeba wstać przed wschodem słońca i wejść przez bramę.

Potem można spokojnie porównywać sobie Taj do czego się chce.

Taj o świcie, fot. Kuba Głębicki
Taj o świcie, fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
My i Taj
My i Taj

Agra nie okazała się paskudna również dzięki Agacie i Tomkowi, których spotkaliśmy zaraz pierwszego dnia i którzy przemierzają świat od bez mała siedmiu miesięcy (!). Ich blog możecie śledzić pod tym adresem albo na Facebooku. Byli już w Tadżykistanie, Mongolii, Chinach, Indonezji, Gruzji, Azerbejdżanie i Nepalu, a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że spotkamy się znowu na Sri Lance.

Podróznicy pobratymcy (fot. Kuba Głębicki)
Podróznicy pobratymcy (fot. Kuba Głębicki)

Wybraliśmy się razem do Fatehpur Sikri, miasteczka nieopodal Agry, gdzie kiedyś znajdowała się stolica imperium Mughalów. Stolicą była krótko, bo teren okazał się zbyt suchy i władca musiał pakować manatki. Naganiacze są tam dzisiaj koszmarem, ale sam fort pozostawia niezatarte wrażenie.

fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Asia
fot. Asia
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Asia
fot. Asia
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki

W drodze powrotnej przydarzyła nam się przygoda, będąca zobrazowaniem nowo ukutego przez nas przysłowia, mianowicie: “Jeśli umiesz liczyć, nie licz na Hindusa”. Do Fatehpur pojechaliśmy elegancko, publicznym autobusem z klimatyzacją (55 rupii). Wrócić też owym autobusem chcieliśmy, ale wyszło nam średnio, bo mniej więcej w trzech czwartych drogi (odległość z Agry do FS to ok. 40 km) stanęliśmy w ogromniastym korku. Minął kwadrans, dwa kwadranse, godzina. Nic. Myślimy: wypadek, myślimy: gruby wypadek. No przecież coś się musiało stać. Po kolejnym kwadransie zdecydowaliśmy się wysiąść i iść przed siebie z myślą, że złapiemy może jakiegoś tuk-tuka. I wiecie co się okazało? Nie było żadnego wypadku. Korek się zrobił, bo jeden idiota zatarasował drogę drugiemu. I tak stali sobie wszyscy dwie godziny: setki aut, riksz, autobusów i ciężarówek, zajmujących całą szerokość drogi. Nawet przejść nie było jak, bo bokami próbowały przeciskać się skutery.

A my szliśmy i szliśmy, i szliśmy… I żadna riksza nie chciała się zatrzymać, choć normalnie przecież nie ujdziesz stu metrów, żeby ktoś nie zapytał “Hello, mister, you wanna tuk-tuk?”. Uratowała nas… wycieczka pijanych rumem francuskich VIP-turystów, którzy podróżowali po Indiach luksusowym autobusikiem i zadawali pytania w rodzaju: “Ale to jak dajecie radę organizować sobie podroż?”. Było wesoło. Jeden był nawalony, drugi śpiewał, ale najważniejsze, że nas podwieźli niemalże pod hotel. Dzięki niech im będą, bo pewnie stalibyśmy w tym korku do teraz. Zdjęć niestety nie ma.

Indyjski pierdolnik, fot. Kuba Głębicki
Indyjski pierdolnik, fot. Kuba Głębicki

Agra okazała się mniej paskudna także dzięki naszemu guesthouse’owi. Jeśli kiedykolwiek zamarzy się wam zobaczyć łzę na policzku wieczności, zatrzymajcie się w Coral Tree Homestay. Dowód na to, jak niewiele potrzeba, by z zimnego pokoju zrobić cudeńko, a z gościnności sposób na życie. Absolutnie wspaniałe miejsce, do tego bardzo blisko Taj. W pakiecie z ogrodem, pysznym śniadaniem i ciszą jest też piękna i elegancka właścicielka, która w wyjściowym sari i szpilkach odgrzała nam kolację, na którą się spóźniliśmy.

This slideshow requires JavaScript.


3 thoughts on “Taj, Taj, Taj

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.