Na targu w Zumbahua

Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki

– Banany, mango, winogrona, naranjillas, granadillas, truskawki, maliny, banany!

– Mydło, mydło, mydełko, kremy, myyyydło!

– Cukierki, cukiereczki, tylko za dolara! Za dolara cukiereczki, cukierki, tylko za dolara pięć opakowań!

– Ser, ser, świeży ser, pyszny ser, komu sera, komu?

– Gaaarnki! Gaaarnki sprzedam! Gaaarnki!

Tak się handluje na targu w Zumbahua, w ekwadorskich Andach. No, niektórzy tak handlują. Tak jak ten młody Indianin, który całym sobą chce sprzedać swój towar, co z tego, że skromny: gąbki, druciaki do naczyń i papier toaletowy. Towar to towar. Inni, tak jak dostojni sprzedawcy tekstyliów albo kur, godnie i w milczeniu czekają na klienta. Przyjdzie, to przyjdzie, ojala.

Kupić można w zasadzie wszystko. Mąkę, olej, owcę, warzywa, bluzki made in China, tanie błyskotki, buty, pirackie płyty CD i DVD. Są beczki i liny, bielizna i świńskie łby. Banany, bułki i majtki.

Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
dsc_1104
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki

Wśród kiści bananów i pomarańczy uwija się kobieta w tęczowej koszulce i wysadzanej sztucznymi brylancikami czapce z daszkiem z napisem “Sexy”. Ktoś posadził pośród jej owoców jakieś dziecko, dziewczynkę w czerwonym kapeluszu. Obok mnie siedzi Indianka, w czarnej foliówce ma sery. Podchodzi klientka, maca sery przez folię, palcem sprawdza, czy świeże. Kupuje dwa. Ktoś ciągnie na postronku opierającego się barana. Psy węszą w poszukiwaniu resztek. Na boisku przy placu chłopaki grają w gałę. Przygląda im się sporo osób oraz przywiązana do ogrodzenia lama.

Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Maliny andyjskie, fot. Kuba Głębicki
Maliny andyjskie, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki

Kupiony towar zawija się w chusty i ładuje na plecy. Tak samo zawija się dzieci, w końcu ręce trzeba mieć do handlowania wolne. Potem wszystko: banany, barany, lamy i dzieci – upycha się w półciężarówkach albo na dachach autobusów. Gdy zakupy zrobione, można iść coś zjeść. Albo – tak jak my – obejrzeć krajobraz.

Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki

Nawiasem mówiąc, uwielbiam andyjskie Indianki. Na głowie kapelusik, brązowy lub zielony, z piórkiem lub kamykiem. Dalej kolorowy szal, pod którym mieści się wszystko: komórka, pieniądze, jakieś drobne zakupy. Spódnica do kolan z haftowanym rąbkiem, na nogach białe podkolanówki, buciki na obcasie. Na plecach dziecko albo pakunek z bananami. Ekwadorska elegancja. Mężczyźni, niestety, już tak eleganccy nie są. Królują dżinsy, dresy i rozkłapciane adidasy.

Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
Zumbahua, fot. Kuba Głębicki
I na koniec lama z komórki
I na koniec oglądająca mecz lama (z komórki)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.