10 zachwytów. Z dziennika początkującego gajdzina

Japan ok!

Wcale nie jest mi łatwo zacząć pisać o Japonii. Wiem o tym kraju tak mało, wszystko wymyka się prostym opisom. Nie chcę powielać klisz, ale nie czuję się na tyle pewnie, by z pełnym przekonaniem pisać o zwyczajach, kulturze, jedzeniu, o tej przeogromnej masie znaczeń. Przeczytaliśmy kilka książek, wiemy, jak się zachować w japońskiej łazience, jak jeść pałeczkami, jak stać w kolejce. Wiemy, co to jest salon pachinko, umiemy się przywitać i podziękować, ale tak naprawdę od tygodnia żyjemy w dziwnym oszołomieniu tym krajem. Każdego dnia otwieramy oczy ze zdumienia na widok kolejnego, niezwykłego zjawiska i zbieramy nowe doświadczenia jak cenne skarby, które będziemy trzymać w pudełku i po latach z przyjemnością oglądać. Turystyczny przewodnik to za mało, by przygotować się na to, co nas w tym kraju czeka. Nie daje nawet poziomu beginner. Co najwyżej jako-taki stan ogarnięcia. 

Dlatego to, co jestem w stanie napisać po tygodniu w Japonii, to zaledwie garść świeżych, nowych wrażeń, cudowne uczucia przeżywania wszystkiego pierwszy raz, z naiwnym zachwytem kogoś, kto nigdy jeszcze nie jadł ostrygi ani nie pił sake. Zachwyty i zdziwienia, niespodzianki, stereotypy i zaprzeczenia stereotypów – o tym to będzie.

DSC_5756
Obowiązkowe selfie, fot. Kuba Głębicki

10 pierwszych zachwytów

Japonki w kimonach

Och mój Boże, jest ich pełno! W Kioto przechadzają się w parach lub małych grupkach. Przyszła wiosna, czas pokazać się na mieście. Te, których na kimono nie stać, mogę skorzystać z jednej z wielu wypożyczalni, włożyć białe skarpetki i wyruszyć na spacer. Na przykład do świątyni albo po dzielnicy Gion. Obowiązkowo z telefonem komórkowym i selfie stickiem, w końcu kimona nie nosi się na co dzień, tylko z jakiejś ważnej okazji. Na przykład ukończenia szesnastu lat.

DSC_0051
O Jezuśku, ale fota! (fot. Asia)
DSC_5660
Na spacerze w dzielnicy Gion (fot. Kuba Głębicki)
DSC_5773
A teraz uśmiech! (fot. Kuba Głębicki)
DSC_5671
To nie są gejsze, to dziewczyny przebrane za gejsze. Ale również piękne…
DSC_6240
fot. Kuba Głębicki
DSC_5992
fot. Kuba Głębicki
DSC_5345
fot. Kuba Głębicki
DSC_5763
fot. Kuba Głębicki
DSC_5670
fot. Kuba Głębicki

Maseczki

Owszem, słynne maseczki są wszechobecne. Nosi je – jak na moje oko – co czwarty Japończyk. Usłyszeliśmy już różne wersje, dlaczego:

  1. żeby nie zarazić innych

  2. żeby nie zarazić się od innych

  3. żeby nawilżać drogi oddechowe przy suchym powietrzu

  4. żeby wyizolować się (symbolicznie) ze społeczeństwa

I pewnie w każdym z tych uzasadnień jest trochę prawdy…

Maseczki wszechobecne (fot. Kuba Głębicki)
Do wyboru, choć nie do koloru, bo wszystkie białe (fot. Kuba)

Pociągi

Shinkansen! Ależ to jest strzała! Pędzi z prędkością 300 km/h i wygląda jak lśniąca dżdżownica. Wszystko, co przeczytaliście o japońskich pociągach, to prawda. Są niesamowite. Dodatkowo cały system podróżowania ułatwia Japan Rail Pass, czyli karta, która kosztuje wprawdzie słono (bardzo), ale potem nie trzeba się już wcale martwić o bilety i można jeździć ile dusza zapragnie… Najlepiej shinkansenem, ale można też innymi pociągami lokalnymi. Bardzo to wszystko proste, czytelne i łatwe do ogarnięcia.

Shinkansen, czyli 300 km/h (fot. Kuba)
Taka lśniąca dżdżownica (fot. Kuba Głębicki)

Toalety

Oooch, to, co przeczytaliście o japońskich toaletach też jest prawdą. Potrafią wszystko. Śpiewają, naśladują świergot ptaków, odgłosy spuszczanej wody (odgłosy!), myją strategiczne miejsca, mają podgrzewane deski klozetowe… Tylko weź się połap, jeśli nie ma instrukcji po gajdzińsku…

Tutaj łatwo, bo w trzech językach. I te obrazki…
Instrukcja obsługi
Gorzej, jak instrukcji nie ma…

Japońskie kanji (zwane krzaczkami)

Są piękne, umiem czytać już trzy (człowiek, wyjście i wino śliwkowe). System japońskiego pisma jest niezwykle skomplikowany, bo oprócz dwóch sylabariuszy trzeba nauczyć się około dwóch tysięcy (!) kanji, żeby w ogóle uchodzić za osobę piśmienną. Jesteśmy więc tutaj analfabetami. Ale nie zawsze, bo – ku miłemu zaskoczeniu – nazwy na przykład stacji metra są zapisane po angielsku, a w ogóle cały system bardzo user-friendly. Do tego częste, choć równie często niedoskonałe angielskie menu w restauracji, znajomość podstawowych zwrotów (i dużo kłaniania) i jakoś ta komunikacja idzie. Ogólnie: nie jest źle.

Kupowanie biletu (fot. Kuba Głębicki)
W gąszczu znaków
Eeee, i co tu jest napisane?

Porządek

Z ulicy w Japonii można by spokojnie jeść i nikomu nic by się nie stało. Jest baaardzo czysto. Nawet dworcowe kibelki lśnią czystością. Zamiłowanie do porządku widać wszędzie: w architekturze, w estetyce, w domu, nawet na talerzu. To, że jest tak czyściutko, powoduje, że człowiek czuje się komfortowo i bezpiecznie i zaczyna marzyć, by i w rodzimym kraju tak było…

Świątynia Kiyomizu-dera, Kioto, fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Asia
Porządku ktoś pilnuje… (fot. Kuba Głębicki)

Automaty

To też nie mit! Też są wszędzie, nawet w świątyniach. Można kupić zimne i – co przy obecnej pogodzie fajne – ciepłe napoje. Jest kawa, herbata w milionie odmian, a nawet piwo. Automaty z piwem często jednak bywają „zepsute” – tak żeby nie tracił właściciel lokalnego sklepu monopolowego…

Wszechobecne automaty (fot. Kuba Głębicki)
fot. Kuba Głębicki

Cisza

To mnie uderzyło chyba najbardziej. Japońskie ulice to oazy spokoju. Nawet samochody jeżdżą cichutko. Ludzie nie drą się przez komórki, nie ma kanonady klaksonów, głośnej muzyki… W pociągach też panuje prawie idealna cisza (marzenie). Rozmowy przez telefon są zakazane, kto chce zadzwonić, idzie do specjalnego pokoiku. A na stacjach kolejowych puszczają z głośników świergot ptaków… Co za kraj…

Głośne rozmowy – to nie w Japonii (fot. Kuba Głębicki)
fot. Kuba Głębicki
Cisza, spokój, kontemplacja (fot. Kuba Głębicki)

Etykieta

Zwyczajów japońskich jest masę i początkujący gajdzini muszą się mieć na baczności. Miskę z ryżem trzymać w ręku. Zdejmować buty (nie tylko przed wejściem do domów, ale także niektórych sklepów i restauracji). Kłaniać się bez przerwy. Chodzić lewą stroną (ruch też lewostronny). Nie wtykać pałeczek w ryż. Nie wchodzić w kapciach domowych do łazienki (od tego są kapcie łazienkowe). Nie nalewać sobie samemu sake (z tym najtrudniej…). Nie karmić gołębi. Nie palić. Nie macać gejsz. 

Czego nie wolno robić gejszy
Czego nie wolno robić małpie (fot. Kuba Głębicki)

Japończycy (nie w kimonach)

No więc naczytaliśmy się, jacy to oni są nieśmiali i jak widzą gajdzina, to uciekają. A nas a) zaczepiła już w samolocie Japonka mówiąca piękną polszczyzną (i była bardzo ciekawska), b) dzisiaj w supermarkecie pani podeszła do mojej mamy, pytając, skąd jest, a potem obdarowała ją paczką słodyczy z mąki ryżowej oraz… tacką pomidorów (no tak, bo w Polsce nie ma). Oprócz tego wszyscy są porażająco grzeczni i uprzejmi, kłaniają się, przepraszają, nawet jak nic nie rozumiemy i tylko kiwamy głowami, mówiąc „hai hai” (tak, tak).

fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Asia

Cudowny naród.

O jedzeniu nie będę Wam dzisiaj pisać, bo na razie nie jestem w stanie spamiętać nazw wszystkich potraw, które jedliśmy (ale nic, co chwyta się mackami pałeczek, jak dotąd). Ale już zapraszamy na kolejne odcinki. Będzie o spaniu na podłodze, kąpielach po japońsku, gorących źródłach i innych przyjemnościach.

fot. Kuba Głębicki
fot. Asia
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.