Jak dałam się pogrzebać żywcem (i o japońskiej kąpieli)

– A dokąd teraz jedziecie? – spytała miła Japonka w naszym hoteliku w Kioto.

– Do Beppu.

– Ach, Beppu! Kiusiu! – zakrzyknęła. – Onsen!

Gorące źródła – tego słynie Japonia (fot. Kuba Głębicki)

Onsen. Chyba jedno z ulubionych słów Japończyków. I jedno z pierwszych, jakie poznaje obcokrajowiec. Gorące źródła, łaźnie, sauny, słowem: moczenie się w gorącej wodzie – z tego Japonia słynie. Ma to podstawy praktyczne – wiele mieszkań nie ma łazienek (albo są one mikroskopijne), raz na jakiś czas (w przypadku Japończyków częściej niż rzadziej) trzeba pomaszerować do publicznej łaźni, żeby po prostu się w spokoju umyć, wymoczyć, zrelaksować. Taka łaźnia może nazywać się sento – jeśli woda w niej jest podgrzewana mechanicznie albo właśnie onsen – jeśli woda pochodzi z gorących, wulkanicznych źródeł.

Beppu, fot. Kuba Głębicki
Beppu, fot. Kuba Głębicki
Beppu, fot. Kuba Głębicki
Beppu, fot. Kuba Głębicki
Beppu, fot. Kuba Głębicki

Do Beppu jechaliśmy właśnie z powodu źródeł. Są ich dwa rodzaje: takie, które się tylko ogląda (jigoku, dosłownie „piekło”) i takie, w których się moczy (onsen). W Beppu przeciętny plan dnia wygląda tak: najpierw idzie się zobaczyć te piekielne (i nawdychać siarki), a potem moczyć w tych drugich.

Welcome to Beppu!
Stacja kolejowa (fot. Kuba Głębicki)
Beppu, fot. Kuba Głębicki
Beppu, fot. Kuba Głębicki
Beppu, fot. Kuba Głębicki
Beppu, fot. Kuba Głębicki
Beppu, fot. Kuba Głębicki
Tu się gotuje jajko na miękko (fot. Kuba Głębicki)
Beppu, fot. Kuba Głębicki
Beppu, fot. Kuba Głębicki

Wiele tradycyjnych pensjonatów (czyli ryokanów) albo hoteli ma własne, prywatne onseny. Przy zameldowaniu dostaje się proste kimono (czyli yukatę), w które należy się przyodziać, idąc do łaźni. Przyodziawszy się, zakłada się tradycyjne klapki geta, bierze ręcznik pod pachę i udaje się na kąpiel. Wchodząc do onsenu, zdejmuje się buty, a wchodząc do damskiej/męskiej części – yukatę. Obowiązuje zasada całkowitej nagości, no chyba że łaźnia jest koedukacyjna (co dzisiaj już rzadkie, choć kiedyś było powszechne, ale Japończycy, skrytykowani przez ludzi z Zachodu, postanowili się „ucywilizować”).

Japonia i Japończycy są bardzo czyści. Inaczej niż w barbarzyńskich krajach Europy, tu się brudnym do wanny nie wchodzi. Najpierw siada się więc na niewielkim stołeczku i dokładnie myje. Można za pomocą prysznica, można wiadereczka. Gajdzin, czyli obcy, musi umyć się wyjątkowo dokładnie (znaczy, że zna etykietę) i dopiero taki czyściutki, z zaróżowioną skórą może wleźć do gorącej (bardzo gorącej!) wody w wannie.

Tylko bez butów, proszę!

Są różne łaźnie. Niektóre bardzo proste – stołek, wiaderko i jedna wanna, inne wymyślne – taplać można się w wodzie siarkowej, błocie, solance i w innych wynalazkach. Są też łaźnie piaskowe – tak, dobrze czytacie, piaskowe – gdzie człowieka zagrzebuje się w gorącym, wulkanicznym piasku. No i dałyśmy się na to namówić.

Zakopywanym się jest w yukacie, żeby piasek nie poparzył skóry, ale i tak jest gorąco. Dziesięć minut takiej sauny ma ponoć cudowne właściwości: doskonale wpływa na krążenie i pracę serca, oczyszcza i odmładza organizm.

Po zabiegu trzeba się umyć, a potem można pomoczyć się w normalnym onsenie.

Ibusuki – senne miasteczko, w którym największą atrakcją są piaskowe łaźnie (fot. Kuba Głębicki)
Do łaźni tędy… (fot. Kuba Głębicki)
Dostaje się taką yukatę…
I następuje zagrzebywanie. Każdy ma swoją zagrzebywaczkę
Gorący piasek przyjemnie ciąży na ciele…
10 minut wystarczy, by sauna zadziałała
I tylko główki wystają
Zakopana!
Chętnych nie brakuje
Gorące piaski
I wspólne zdjęcie na koniec!
Było ok

Poza onsenami w Beppu i Ibusuki nie ma zbyt wiele do roboty. Ale w Beppu mieliśmy okazję nie tylko po raz pierwszy kąpać się po japońsku (mieliśmy piętro wyżej swój hotelowy onsen), również po japońsku spać. W tradycyjnym pokoju wyłożonym matami tatami nie ma łóżek. Sypia się na futonach – grubych materacach w ciągu dnia schowanych w szafie. Gdy my szliśmy się kąpać (porządny Japończyk kąpie się wieczorem, poranne prysznice są dla gajdzinów), tajemnicze elfy rozkładały nasze futony i zmieniały konfigurację pokoju z dziennej na nocną.

Na futonie śpi się bardzo wygodnie 🙂 Rano wszystko się zwija i chowa z powrotem do szafy.

W Ibusuki nie ma wiele do roboty…
Za to w Beppu można znaleźć różne rozrywki
Eee, a gdzie się śpi?
Łazienka jak w samolocie

A z wulkanami i wulkanicznymi źródłami to w ogóle jest ciekawie. Japonia to kraj nie tylko nękany przez trzęsienia ziemi, ale właśnie aktywność wulkaniczną. Ludzie musieli nauczyć się żyć w jej sąsiedztwie. Na przykład w ponad 600-tysięcznej Kagoshimie, którą tylko krótka przeprawa promowa dzieli od wulkanu Sakurajima. Erupcje zdarzają się kilkaset (!) razy rocznie. Wulkan dymi, pluje lawą, czasami wyrzuca w powietrze kłęby pyłu, a ludzie nic sobie z tego nie robią. Mało tego: przekształcili Sakurajimę w największą atrakcję turystyczną miasta. Są wycieczki promem, autobusem, pieszo, rowerem. Można upiec sobie pizzę albo ugotować na wulkanie jajko. A w razie niebezpieczeństwa każdy wie, co ma robić i gdzie się schować.

Wiadomo, gdzie uciekać…
I gdzie się schować
Sakurajima, aktywny wulkan, który pluje lawą nawet kilkaset razy w roku
I który jest wielką atrakcją turystyczną Kagoshimy

Podobnie na wyposażeniu każdego pokoju zazwyczaj jest latarka – gdyby w razie trzęsienia wyłączono prąd.

Tak właśnie działa Japonia. Tam, gdzie nie można było przystosować przyrody do wymogów człowieka, człowiek doskonale przystosował się do przyrody.

 

Beppu-Kagoshima-Ibusuki, marzec 2017. Zdjęcia: Kuba Głębicki

 

 


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.