Klątwa samuraja, czyli co warto zjeść w Japonii

Od początku wiedziałam, że ryba i wodorosty to nie jest najlepszy pomysł na śniadanie. Ale spaliśmy w tradycyjnym hotelu, na posiłki chodziło się w yukacie do zastawionej lakowymi stolikami sali, niezręcznie było więc odmówić. Skubnęłam omletu, przełknęłam nieco ryżu i zabrałam się za tę nieszczęsną rybę. I wodorosty.

Powiem wam tyle: nie popełniajcie tego błędu, o ile nie chcecie przez trzy dni nie móc patrzeć na jedzenie. Jakiekolwiek jedzenie. A w Japonii jest co jeść. Oj, jest. Kuchnia jest niesamowicie zróżnicowana: to nie tylko ryby i ryż, to także delikatne warzywa, starannie przygotowane mięso najlepszego gatunku, sycące zupy, pikle i makarony. Przez trzy tygodnie nie da się spróbować wszystkiego, ale jeśli wybierzecie się do Japonii i ominie was klątwa samuraja, polecamy, co następuje:

1. RAMEN

IMG_6190

Mój numer jeden, zwłaszcza po trzech dniach wstrętu do czegokolwiek, co żyje w morzu. Ramen to esencja comfort food: długo gotowany wywar na wieprzowych kościach, z grubym makaronem, szczypiorkiem i warzywami. Dla chętnych kawałki prosiaka, imbir, jajo i inne dodatki. Rozgrzewa żołądek, koi duszę, jestem pewna, że psychologom z łatwością udałoby się napisać artykuł pod tytułem “10 terapeutycznych właściwości ramenu”.

Ramen najlepiej jeść w knajpach, gdzie w menu figuruje: porcja, superporcja i pół porcji.

Danie zjawiskowe.

DSC_7494
Ramen, japoński soul food

2. SUSHI

DSC_8895

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że w Japonii zjecie najlepsze sushi. Wybór jest ogromny, o wiele większy niż w Europie. Przy czym danie, które u nas uchodzi za wykwintne, w Japonii jest niemalże rodzajem fast foodu. Wpadasz do sushi baru, jesz i wypadasz, bo inni czekają w kolejce (o kolejach jeszcze będzie). Dla nierozgarniętych turystów (ale nie tylko) są bary z jeżdżącymi talerzykami – nie trzeba nic zamawiać, bierze się, co się chce, a potem ktoś miły liczy talerzyki i po sprawie. Zupełnie nie rozumiem, czemu nam się to w Polsce nie przyjęło.

DSC_5610
Talerzyki jeżdżą, a my bierzemy, co chcemy
IMG_5857
Można też zamówić z karty

3. YAKINIKU

Japończycy lubią, kiedy klient restauracji męczy się trochę sam przy przygotowaniu jedzenia. Można więc zamówić np. kociołek gorącej wody i w nim gotować smakowite kąski mięsa i warzyw (wtedy będzie to shabu-shabu). Można też samodzielnie mięso zgrillować (i wtedy będzie to właśnie yakiniku). Zabawa jest, a obsługa co chwilę donosi a to wątróbkę, a to np. ozorki – płaci się raz, za czas spędzony na grillowaniu i konsumpcji. Na zgrillowanie potężnej góry mięsa jest zwykle 90 minut.

4. SOBA, TEMPURA I SETTU

IMG_5848

W Japonii rzadko kiedy trzeba samemu komponować dania. Najłatwiej, zwłaszcza nieopierzonemu turyście, zamówić settu – czyli zestaw. Zazwyczaj korzystna cenowo oferta zawiera w sobie specjalność zakładu albo kilka różnych dań. Może to być na przykład gryczany makaron soba z wodorostami nori i zimnym sosem (tzw. zaru-soba) oraz tempura z warzyw (czyli warzywa smażone na głębokim tłuszczu w lekkiej panierce). Może być zupa miso i wołowina z ryżem. Może być węgorz i makaron pszenny udon. Może być jeszcze coś innego. Settu rulez!

IMG_5901
Miso i tempura
IMG_5944
Typowy settu

5. OKONOMIYAKI

DSC_6582

Ha, to trzeba zjeść koniecznie, choćby dla zobaczenia samego procesu tworzenia. Na rozgrzaną płytę wylewa się ciasto naleśnikowe, obok podsmaża “farsz” – makaron, mięso, kapustę, jajko i co tam jeszcze kucharzowi wpadnie pod rękę. Taki “tort” posypuje się garściami szczypiorku i polewa brązowym sosem, a czasem majonezem. Talerzy nie ma, danie zjada się prosto z gorącej płyty, pomagając sobie specjalną łopatką. Niektórzy mówią na okonomiyaki “japońska pizza”. Termin – jak dla mnie – obraża i Japonię, i pizzę. Okonomiyaki to okonomiyaki. I już.

DSC_6578
Okonomiyaki in progress

6. KOBE BEEF

DSC_5933

Słyszeliście pewnie o japońskich krowach z regionu Kobe, pojonych piwem i masowanych po brzuchach? Ma to wszystko sprawiać, że mięso tych zwierząt jest niezwykle delikatne, a tłuszcz przerasta mięśnie w szczególny, “marmurkowy” sposób. Słyszeliście też pewnie, że taka wołowina jest nie do porównania, że pieści podniebienie i że potem nic już nie smakuje tak samo. Powiem tak: jak dla mnie – która wołowiny prawie nie jada – stek jak stek. Kuba mówi jednak: dobry stek nie jest zły, a nawet jest bardzo dobry!

Wołowina Kobe kosztuje. Za powyższy kawał mięsa (do podziału na trzy osoby) zapłaciliśmy około 80 dolarów. A bywa i dwa razy drożej. Czy warto?

Kuba mówi, że tak.

7. ONIGIRI

IMG_6733

To jest za to hicior, powinni importować do Polski. Onigiri to ryżowy trójkąt z nadzieniem z tuńczyka, kawioru, jajka albo czego tam, zawinięty w wodorosty. Pochodzi ze sklepów Seven Eleven albo innych supermarketów, kosztuje grosze i jest pyszny. Rewelacja.

8. BENTO

IMG_5840Bento, czyli posiłek z pudełka. Do kupienia wszędzie, na każdym dworcu, stacji, w supermarkecie. Ślicznie zapakowane różne różności: kawałek omletu, kulka ryżu, zielony groszek, sojowy kotlecik, rybka, buraczek, rzodkiewka. Najlepiej smakuje w shinkansenie przy prędkości 250 km/h. Również importować do Polski poproszę.

IMG_6092
Sklepik z bento na peronie stacji
IMG_6019
I jeszcze jak pakowane!
IMG_6094
Najlepiej smakuje w pociągu
IMG_6681
Wszystko ładnie upakowane

9. TAKO-YAKI

DSC_7476

Kolejny popularny fast food, czyli smażone kulki z ośmiornicą. Sypie się na to szczypiorek i zajada polane sosem. Japończycy zdają się to uwielbiać, mnie gumowata ośmiornica nie przypadła aż tak bardzo do gustu, ale spróbować warto.

DSC_7472
Chłopaki smażą
DSC_7466
Komuś kuleczkę?

10. SASHIMI

DSC_8297

Też surowa ryba, ale w odróżnieniu od sushi, bez ryżu. Danie tyleż proste, co szlachetne. Może być wyśmienite, zwłaszcza, jeśli przygotowuje je specjalnie dla was kucharz, w którego knajpce są dwa stoliki i nie ma karty, za to jest takie coś:

IMG_6105

Dla nas wspaniałą kolację przygotował szef restauracji Seiktoba w Kanazawie. Było pysznie. Because it is precius night 🙂

DSC_8304
Storkeeper przy pracy
DSC_8303
To już nie sashimi, a ryba z grilla

11. SEAFOOD

DSC_8206

Owoce morza zbiorczo, bo Japonia to w końcu kraj wyspiarski, z morza żyjący. Na mnie duże wrażenie zrobił fakt, że właściwie do początków XX wieku nie jadano mięsa, opierając się tylko na ryżu, warzywach i owocach morza właśnie. Przy czym w Japonii jada się dosłownie wszystko, co pływa i żyje pod powierzchnią wody. Wszystko jest niesamowicie świeże, czasami tak świeże, że jeszcze rusza się na talerzu. Warto spróbować też ostryg, prawdziwy specjał za niewygórowaną cenę.

DSC_8212
Na targu
DSC_8214
Małe mątwy
DSC_8223
Ośmiornica, co za piękność
DSC_6744
Ostrygi na trzy sposoby
DSC_5329
Suszona ryba, też specjał
IMG_6699
Jeszcze ostrygi
DSC_9162
Tuńczyk
IMG_6702
A to zwyczajna oferta supermarketu

12. HERBATA

DSC_6838

Zielona herbata – matcha – to w Japonii prawdziwa instytucja. Pije się napar z liści startych na jadowicie zielony proszek. Smakuje… jak napar z trawy (albo z młodego jęczmienia), ale jest superzdrowa i po pewnym czasie można ją nawet polubić.

DSC_5680
Matcha

Herbata króluje wszędzie – w restauracjach dostaniecie ją za darmo (zwykłą zieloną), w automatach można kupić w butelce – ciepłą albo zimną. O cukier radzę nie pytać – żaden Japończyk chyba nie zrozumie, jak można słodzić herbatę.

IMG_6017
Pomarańczowa, zielona, zwykła

OSOBLIWOŚCI

No to jeszcze parę ciekawostek…

Do restauracji czasami czeka się w długiej kolejce. Mimo że, jak sądzę, w Tokio jest więcej knajp niż w całej Polsce, kolejka obowiązuje i już. Czasami jest to piętnaście minut, ale czasami godzina. A godzinę przed zamknięciem właściciel odpędza kolejnych klientów, bo i tak nie zdążą zjeść.

*

W restauracjach często można palić. Na ulicy jest to już właściwie zakazane, ale zdarza się, że wchodzimy do lokalu z nadzieją na pyszne żarcie, a wita nas gęsta chmura papierosowego dymu.

*

W Japonii jada się różne rzeczy i nie ma się czego wstydzić. Na przykład można zjeść świński odbyt. Albo wnętrzności kraba.

IMG_6096

IMG_6112

*

Wygodne jest to, że w większości restauracji nie czeka się na rachunek. Kelner zostawia go na stoliku zaraz po złożeniu zamówienia, a płaci się przy wyjściu u kasjera. I nie ma napiwków!

IMG_5859
Rachunek

*

Jeśli turysta nie wie, na co się zdecydować, nie ma menu po angielsku, a mowa ciała zawodzi, w sukurs mogą przyjść knajpki z plastikowym jedzeniem na wystawie. Wygląda bardziej prawdziwie od prawdziwego, nawet piwo z pianką w kuflu potrafią zrobić plastikowe…

DSC_6087
Jest i cena, wszystko jasne
Jak prawdziwe…

*
Są  miejsca, gdzie wszystko odbywa się bez wyjmowania gotówki czy karty. Zamówienie wybiera się w automacie, płaci i z kwitkiem siada przy barze. Bardzo sprytne.

 

DSC_7489
Zamów ramen, raz!

*

Desery nie są w Japonii czymś popularnym. Do herbaty jada się tradycyjne ciasteczko, ale w restauracji strony ze słodkościami w menu raczej nie znajdziemy. Na szczęście jest mnóstwo zachodnich knajpek, gdzie występuje sernik, panna cotta czy brownie. A na ulicach nietrudno o budkę z lodami…

DSC_9273
Tylko co tu wybrać?

IMG_6720

Skoro dobrnęliście do końca tej notki, należy się nagroda. Pokażę wam, jak wyglądało moje feralne śniadanie:

IMG_5989
Tak, to właśnie TA ryba…

Powiem wam tak: kuchnia japońska może sobie być najbardziej wysublimowana na świecie. Ale jednak rano wolę jogurt z musi albo grzankę z awokado niż te paskudztwa…

Zdjęcia: Kuba Głębicki

 


2 thoughts on “Klątwa samuraja, czyli co warto zjeść w Japonii

  1. Dopiero co zakochaliśmy się w Azji po powrocie z podróży do Wietnamu, a tu po zobaczeniu takich przysmaków od razu mam ochotę zacząć planowanie kolejnej wyprawy- tym razem do Japonii!

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.