Babia Góra

Tym razem pędzę. Wsiadam pod pracą w zły autobus, wysiadam na złym przystanku, zamiast dworca jest rondo, zamiast leniwej kawy sprint. Biegnę. Wpadam na peron w chwili, kiedy podjeżdża pociąg, znajduję swoje miejsce obok Pani z Krzyżówką. Zaglądam jej przez ramię, jest niezła: język Homera – greka, wieko skrzyni – klapa. Próbuję spać. O 17.11 zalany słońcem Sosnowiec Główny, odbiera mnie Korzeń. Potrzebuję pasty do zębów i obiadu, jedziemy więc do Sosnowiec Plaza, właśnie tak, Sosnowiec Plaza, przed którą stoi kotwica. Duża kotwica z morskiego statku. W Sosnowcu.

W ogóle w Sosnowcu jest tak, że czuję nagle, jak wpadam w inną rzeczywistość, w kieszeń wszechświata z wielkim napisem POLSKA. I nic nie jest już takie samo, jak było. Idziemy z Korzeniem do teatru, zobaczyć Tomka i dobrego wojaka Szwejka, poliestrowe garnitury do adidasów i połyskujące rajstopy. Idziemy też na kawę, potem do królestwa dźwięku i oświetlenia, które przypomina centrum dowodzenia okrętem podwodnym o napędzie nuklearnym, a na koniec idziemy jeszcze za kulisy. Za kulisami jest dużo ciekawych rzeczy, m.in. naturalnej wielkości wielbłąd.

A potem idziemy do klubu Dekada, gdzie czas jakby zatrzymał się w latach 90., no, mają terminal płatniczy i caffe latte, ale poza tym leci disco, piwo kosztuje 7 zł, a stoły do bilarda okupowane są przez młodzież z papierosami wetkniętymi za ucho. Jestem w kieszeni wszechświata z napisem POLSKA, nie myślcie, że kpię, dobrze mi tu.

Następnego dnia o 6 rano Tomek robi mi naleśniki z nutellą i jest jedyną osobą na świecie, która zrobiła mi naleśniki z nutellą. Czy Wam ktoś kiedyś zrobił o 6 rano naleśniki z nutellą? No właśnie, widzicie. Pijemy herbatę i wyruszamy: znów jest nas czwórka, to taka dobra liczba do wyjścia w góry. Ma być pięknie: Korzeń niesie w plecaku dwanaście puszek Harnasia i kiełbasę na ognisko, Tomek dwie flaszki, a ja naszą ulubioną grę tabu. Łukasz nic nie niesie, ale daję mu do poniesienia ziemniaki, niech ma.

Start: Milówka. Pogodę wygraliśmy w totolotka, rozpinamy te wszystkie polary i jazda, szlakiem schronisk i górskiego żarcia. Na Boraczej są buchty z jagodami, na Lipowskiej żurek i pomidorowa, na Miziowej kolacja. Po drodze zwyczajowe atrakcje: brnięcie w mokrym śniegu, widoki i krokusy, których nikt jeszcze nie zadeptał. A także śpiewanie piosenki o dziewczynie, która chciała ziemniaka.

Posłuchajcie, dobrzy ludzie
Szykuje się niezła draka
Idzie z nami dziś dziewczyna
Co chciała ziemniaka

Powiedziała: nie jem kiełby
Nie kupujcie mi mięsiwa
Weźcie za to wór ziemniaków
To będę szczęśliwa

Więc poleciał zaraz Łukasz
Do Biedronki, bo miał blisko
Nakupował jej ziemniaków
Będą na ognisko!

Spanie na Miziowej. Schronisko full zajęte, ale chatkowy jest człowiekiem i pozwala spać nam na glebie w sali konferencyjnej, która jest jednocześnie świetlicą i kaplicą, to znaczy stoi w niej stół do bilarda oraz ołtarz. Wieczorem urządzamy w tym apartamencie imprezę, podczas której odbywa się pasowanie na Rycerzy Zakonu Błękitnego Kubka. Szczegóły, pozwólcie, pominę, ale dowody zostają nagrane na taśmę. Idziemy spać wcześnie, bo rano w planach wschód słońca na Pilsku. Od posadzki ciągnie zimno, śpię więc na stole bilardowym.

Rano trochę spóźniamy się na ten wschód słońca, ale trochę jednak oglądamy, nie za długo, bo na Pilsku wieje jak cholera. Wracamy do schronu na drzemkę i śniadanie i jakoś tak nam się wszystko przedłuża. Kawka, owijanie nóg worem na śmieci i nagle jest dziesiąta, a przed nami kawał drogi. Wychodzimy. Po stu metrach Korzeń krzyczy, że zapomniał kiełbasy z parapetu. Wracamy po kiełbasę. Jesteśmy w dupie z czasem, więc po zejściu na przełęcz Glinne jeszcze przerwa, oscypki, picie, sikanie, rozmówki i dopiero w górę. Przed Jaworzyną łykamy szoty energii od Tomka. Smakują jak stężony redbull i takie mają działanie: włącza się nam tryb królika z reklamy baterii Duracella. Ciśniemy, dopóki nie pojawi się nasz ulubiony mokry śnieg, w którym co jakiś czas któreś z nas zapada się po uda.

Piknik na Mędralowej. Miało być ognisko, bo w końcu Korzeń niesie te dwa kilo kiełby, keczup i majonez w słoiku, ale warunki nie sprzyjają, w rozwalonej bacówce taki syf, że brakuje tylko kupy niedźwiedzia na środku. Trudno. Lecimy dalej, ostatnie kilometry przed schroniskiem już w całkowitej ciemności. W Markowych Szczawinach pusto: schron wygląda na wymarły, bufet zamknięty, dwóch bladych osobników siedzi przy jednym piwie. Biorą od nas stówę i pozwalają spać na stryszku. Nie wybrzydzam, bo znajduje się dla mnie łóżko, które od pierwszej chwili mówi: chodź tu. W planach znów pobudka nocą i atak na Babią, królową Beskidu.

Babia to kawał góry. Majestatycznie rozsiadła się wśród średnich ledwie pagórów, jej ośnieżona czapa wyglada jak alpejski szczyt. Nie będzie tak łatwo, myślę, przecierając zaklejone snem oczy.

Od początku idzie źle. Tomek jest chory, rezygnuje. Ja nie spodziewam się, że podejście będzie tak ostre, poza tym idę na głodniaka i zwyczajnie nie mam siły. Ciągle przekręca mi się rak. Jeszcze przed przełęczą po raz pierwszy myślę, że nie wejdę. Szlak wiedzie prosto na wiszący nisko księżyc. Po piątej gwiazdy bledną, różowa jutrzenka całuje niebo na wschodzie.

Przełęcz, kawałek lasu, kosówka. Wychodzę na grań i nagle huragan prawie zwala mnie z nóg. Wieje od wczoraj, ale niżej wszystko łapią drzewa, tu łapię to ja. Idę. Czuję, że zaraz mnie zdmuchnie, trudno iść, trudno utrzymać równowagę, widzę jak zaraz w siną dal odleci karimata, potem plecak, a na końcu ja. Nie idę. Siadam za załomem skalnym, przychodzi Korzeń, bierze mnie za rękę, idziemy. Nie idziemy, siadam za kolejnym kopcem kamieni, boję się. Pierwszy raz naprawdę boję się w górach. Wiatr nie pozwala oddychać, wyciska łzy i smarki z nosa. Zakładam znów raki, idę. Nie idę, nie jestem w stanie przykleić się do ostatniej przed szczytem ściany, nie ma tam jak iść na czworakach. Oderwie mnie i porwie. Słońce wschodzi. Zawracam.

Jak będę już w stanie utrzymać telefon w ręku, sprawdzę GPS-a. Pokaże, że byłam 12 metrów pod wierzchołkiem.

Ale teraz to nieważne. Teraz byle niżej, w kosówkę i las. Korzeń dalej trzyma mnie za rękę, idziemy zgięci pod kątem 45 stopni. Jest kosówka, jest las. Nie ma wiatru.

Babia nas nie puściła. Wszedł tylko Łukasz. Teraz jak mówi, cieszy się, że wichura nie połamała mu rąk.

Nie jest nam żal. Widocznie miało być tak, że wejdziemy tylko razem z Tomkiem. Bo ani ja, ani on nigdy na Babiej wcześniej nie byliśmy. Korzeń był tam 5 razy. Łukasz – 24.

Złazimy do Markowych, gdzie dwóch bladych gości jeszcze nawet nie otworzyło stołówki i próbujemy się trochę wysuszyć, trochę odpocząć. Byłam głodna jak wilk, teraz z trudem wmuszam w siebie owsiankę, nie chce mi się jeść.

Schodzimy. Szlak jest piękny, w lesie, śpiewają ptaszki, słoneczko prześwieca przez świerki, trudno uwierzyć, że siedemset metrów wyżej można walczyć o życie. Za chwilę Krowiarki, obiad i pożegnanie – chłopaki wracają do domu, razem z nimi niezjedzona kiełbasa i nieupieczone ziemniaki, ja idę dalej czerwonym szlakiem na Halę Krupową. Idę i klnę, bo to najgorszy szlak ever: śnieg po uda, błoto, powalone drzewa. Tuż przed zejściem na halę wywijam orła na lodzie.

Schronisko puste, mam 16-osobowy pokój tylko dla siebie i widok na ośnieżone Tatry. Dalej na zachód – niezdobyta królowa Babia. Wpełzam do śpiwora, jutro znów wczesna pobudka, muszę zejść do Skawicy złapać jakiś PKS do Krakowa. Myślę sobie, że wszystkie frazesy o górach to prawda. Że dają poczucie wolności, że być w górach to jak modlić się albo medytować. Że uczą pokory. Że nieważne, czy to Nanga Parbat czy Babia, jesteś tylko ty, twoje ciało, twój ból, zimno, głód i zmęczenie. Wszystko inne znika.

Na Babią Górę nie bez powodu mówi się Diablak.

Rozmyślam trochę o rachunkach do wyrównania. Leżę w śpiworze i mimo zmęczenia długo nie mogę zasnąć, przez dobre trzy kwadranse słuchając wyłącznie bicia własnego serca.

*

Milowka-Hala Boracza- Hala Lipowska – Hala Miziowa – Pilsko – Babia Góra – Hala Krupowa – Skawica, Kwiecień 2018.


2 thoughts on “Babia Góra

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.