Norwegia I. Preikestolen

Jedziemy we trójkę. Ja, Karolina i pękata torba z Ikei, w której siedzą nasze dwa plecaki. Torba wygląda jak pingwin albo jak mały człowiek i dajemy jej imię Kleofas. Chociaż pękata, to okazuje się, że nadwagi nie ma i grzecznie jedzie na taśmie do luku bagażowego, a my możemy w spokoju iść na kawę na gdańskim lotnisku.

img_4026

Jest piąta rano. Za chwilę mamy lot do Stavanger, poprzedzony kilkoma zawałami serca i jednym (moim) załamaniem nerwowym. Planowanie podróży w erze koronawirusa przypomina granie w rosyjską ruletkę: bo Norwegia może ogłosić kwarantannę, bo lot może zostać odwołany, bo kwarantannę ogłosi Polska… Ale jest piąta rano, Kleofas w brzuchu Airbusa, my na kawie i muffinie z twarożkiem, i nawet lotnisko w Gdańsku musi dostać pochwałę, jest dużo kibli i stonowana kolorystyka, nie to co na Okęciu. Spróbujcie iść na Okęciu do kibla, tam ZAWSZE jest kolejka, a wszystkie oznaczenia są na POMARAŃCZOWO i to jest taki pomarańczowy jak kombinezony służb drogowych i ciekawa jestem, co by było gdyby zrobić badania poziomu stresu i agresji u pasażerów różnych lotnisk, no przecież jak można dawać kolor, który oznacza UWAGA, NIEBEZPIECZEŃSTWO?

Boardingujemy się. Oprócz nas w samolocie jest na oko stu chłopa w przedziale wiekowym 25-50. Samolot wystartował o szóstej, na upartego o dziewiątej będą w pracy. A my – prawie na szlaku.

Jakby się ktoś uparł, to Preikestolen (Ambonę, Pulpit Rock) można zrobić w jeden dzień i wieczorem być już na gdańskiej starówce. Z lotniska do centrum miasta jedzie się około 20 minut, z centrum na parking pod Preikestolen – 45. Droga na szczyt to dwie godziny, nawet doliczając godzinę na szczycie można obrócić w tę i z powrotem. No ale to nie był nasz plan. Nie wiedząc, jaka będzie sytuacja covidowa, zarezerwowałam wcześniej dwa noclegi na kempingu poniżej skały (na wypadek, gdyby któregoś dnia nie było pogody, miałybyśmy drugi w zapasie). Miałyśmy więc mnóstwo czasu.

img_4106
Jezioro Revsvatnet. Zachwyciły mnie dachy porośnięte trawą.

Napiszę tu parę słów o kwestiach praktycznych, bo, jak się okazało, podróżowanie po Norwegii bez własnego samochodu nie jest tak proste jak mogłoby się wydawać. Transport publiczny jest, ale jeździ rzadko, do tego każdy region ma swojego przewodnika, a ten własną aplikację do sprzedaży biletów. Z lotniska Stavanger do centrum jeździ jedna firma, z centrum na Preikestolen – kolejna. Bilet można kupić tylko online, o czym poinformowała nas niezbyt miła kobieta z biura obsługi.

Jedzie się 45 minut. Na miejscu jest: hotel, hytta (czyli takie jakby schronisko), kemping, kawiarnia i dwa sklepy. Koniec. Do najbliższego miasteczka 6 km pieszo. Warto mieć swój sprzęt biwakowy, bo inaczej, trzeba będzie tak jak my, biegać i prosić o wrzątek. Ale za to na kempingu jest LODÓWKA, a w zrobionych z przeciętej rury namiotach – prąd i OGRZEWANIE. Które działa w sierpniu, a jakże.

img_4109
Nasze “gniazdo”
img_4108
“Namioty”

Jest też budynek z prysznicami i gorącą wodą oraz SUSZARNIĄ, ale z kempingu trzeba do niego podejść kilkadziesiąt metrów pod górkę. Piwo kosztuje 100 NOK (10 euro), kawałek pizzy 5 euro. No ale norweskie ceny na początku obezwładniają 🙂 Nocleg na naszym kempingu to też niemal 75 euro za noc.

No ale dobra. Dajemy na to Preikestolen. Szlak to coś jak skrzyżowanie Krupówek z Gubałówką i Giewontem. Naoglądałam się przed przyjazdem zdjęć z tłumami ludzi stojących w kolejce do zdjęcia, bo przez Covid Norwegowie nie wyjechali z kraju i zwiedzają własną ojczyznę. Oj zwiedzają! Pociesza mnie tylko, że jest już popołudnie i więcej ludzi schodzi niż wchodzi, ale tak serio to komfort wycieczki jest mocno średni. Norwegowie to bowiem osobny gatunek ludzi i oni nie chodzą po górach. Oni zapierdalają. Nie żartuję, ja sama chodzę szybko i nie lubię się zatrzymywać na podejściu, ale oni, Jezu! Zimny wychów i warunki fizyczne robią swoje. Wszyscy nas wyprzedzają 🙂 Ale nie rozumiem trochę tego pośpiechu, w końcu okolica ładna, trzeba się trochę nacieszyć widokami.

 

This slideshow requires JavaScript.

Idzie też trochę ludzi z namiotami, znaczy: na biwak. Mi to nawet przeszło przez myśl, ale teraz cieszę się, że na dole czeka na nas OGRZEWANY namiot, bo w prognozie deszcz przez całą noc. No ale, Norwegowie, zimny wychów, nie ma złej pogody, tylko złe ubranie.

To nie jest trudna trasa: wygodny chodnik, ułożony ponoć przez nepalskich Szerpów, trochę skały, zero trudności technicznych. Jestem trochę rozczarowana, ale tylko do momentu, gdy dochodzimy do właściwej skały. Bo tam wystarczy spojrzeć w dół. Jest lufa!

img_4071

Preikestolen leży nad Lysefjorden – skała opada 600 m w dół aż do poziomu morza. No wrażenie jest, powiem Wam 🙂 Nogi miękną, gdy wystawi się głowę nad krawędź. Nie ma tam też żadnych dodatkowych zabezpieczeń, barierek, siatek – Norwegowie uznali, że natura nie potrzebuje ingerencji człowieka. Niestety, sprawia to, że Preikestolen jest popularnym miejscem samobójstw. Ledwie w lipcu szlak był zamknięty, bo służby szukały ciała. Ale jeśli chodzi o wypadki, to takowe się prawie nie zdarzają – pierwszy miał miejsce podobno w 2013 roku.

 

This slideshow requires JavaScript.

No fajnie tam jest. Ciepło. Nawet słońce trochę wychodzi. Więc trochę można posiedzieć. Zwłaszcza, że wstałyśmy o trzeciej w nocy. No i trzeba odstać swoje w kolejce do zdjęcia (w której stoimy w sumie trzy razy – żeby mieć zdjęcie i z fiordem i ze skałą). Ale czeka się krótko, może 10 minut, atmosfera sympatyczna, dużo “nowych” norweskich rodzin z dziećmi o imionach Ibrahim czy Mehmet. Prawie jak na pikniku.

Włazimy jeszcze nad skałę.

img_4102

Jak widać, skała ma potężną szczelinę, w którą poupychane są skórki od bananów (Norwegowie też śmiecą!), i która kiedyś, jak prognozują geolodzy, sprawi, że część Preikestolen spadnie do fiordu. Ale to będzie tak za około 10 tysięcy lat, więc jest dość czasu, by się skałą nacieszyć.

dsc_0016

Złazimy tą samą drogą. Świeci słońce. Na dole wypijamy piwo za 10 euro, zjadamy po kawałku pizzy po 5 i zaszywamy się w naszym gnieździe. Obok mili Niemcy częstują nas jeszcze piwem, równie mili Norwegowie opowiadają, że to najbardziej deszczowe lato od 30 lat. No i tak, zgadliście. Zaczyna padać. Plan na następny dzień to więc leżenie w namiocie i słuchanie deszczu. Potem wyszło zupełnie inaczej, ale o tym już w następnym odcinku…

cropped-img_4088.jpg


2 thoughts on “Norwegia I. Preikestolen

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.