Norwegia II. Wokół Revsvatnet

Czytaj pierwszą część opowieści z Norwegii

Leżymy w gnieździe na Preikestolen. Deszcz pada, grzejnik grzeje, klikam sobie na telefonie zdjęcia z wczoraj. Klikam i cieszę się, że mam TRZYMETROWY kabel do telefonu, specjalnie po niego poszłam do Tigera dzień przed wylotem. Nie zamierzałam kupować trzymetrowych kabli, ale akurat były tylko takie. No i okazuje się, że bomba!

Śniadanie z widokiem

Miało lać i leje. Idziemy na śniadanie do części hotelowej (wliczone w cenę spania na campingu), a potem mościmy się przy kominku z zamiarem ogarnięcia dalszej części wycieczki. Wyjmuję powerbanka i mój trzymetrowy kabel i patrzę, że coś nie halo z tą końcówką. Coś jakby się przekrzywiła. Wtykam do telefonu. Nie ładuje. Kombinuję, kręcę i po chwili końcówka zostaje mi w ręku. Czyli ujebałam kabel.

Koniec, myślę. Oto jest koniec. Karolina ma inny telefon, do najbliższego sklepu sześć kilometrów pieszo przez góry i deszcz, a ja w telefonie mam wszystko. Z tego wszystkiego najważniejsza jest karta Revolut i hajs, a jak wiadomo, bez hajsu w Norwegii ciężko. Do tego bez telefonu nie ma szans robić rezerwacji, kupować biletów… Karolina, widząc szok i niedowierzanie na mojej twarzy, idzie popytać o kabel w sklepiku, ja tymczasem ładuję telefon do maksimum na pożyczonej ładowarce.

Kiedy pierwszy szok mija, opracowujemy plan, który zakłada, że następnego dnia pojedziemy do Stavanger i pójdziemy do sklepu z kablami. Norwegia, więc wydatek zaboli, ale trudno. Bez telefonu tutaj ani rusz.

Trochę przestaje lać, idziemy więc zalać sobie liofilizowany makaron z pesto (Karolina zrobiła nam przed wyjazdem wspaniałe zakupy zdrowego i suchego żarcia), a potem postanawiamy wybrać się na wycieczkę dookoła jeziora. “Tu jest taki szlak na Lysefjorden” – mówię, “możemy zejść sobie do fiordu, to tylko 3,5 kilometra, GODZINKA”. “Super” – mówi Karolina, pakujemy plecaki i ruszamy. Żeby mnie pokręciło za tę godzinkę…

Jezioro Resvattnet

Szlak wokół jeziora to już nie wygodne płyty, pieczołowicie ułożone przez Szerpów, którzy budowali drogę na Preikestolen. To wąska ścieżynka wśród krzaków i zarośli, przecięta co jakiś czas wodospadem. Po piętnastu minutach mamy mokre spodnie, a w butach zaczyna chlupotać nam woda. Po dwudziestu docieramy do chatki, która wygląda jak letni domek rodem ze Stranger Things. Chata stoi pod pionową bazaltową ścianą, przed domkiem kiwa się na wietrze jabłonka z pomarszczonymi owocami na gałęziach, obok skrzypi huśtawka. Wymarzona sceneria na horror.

Chatka pod skałą

Idziemy dalej, chociaż buty i spodnie mamy coraz bardziej mokre, a szlak, choć pewnie w ładną pogodę całkiem przyjemny, robi się nie do zniesienia. Kiedy docieramy na drugi kraniec jeziora, z niedowierzaniem patrzę, że przeszłyśmy zaledwie 2,5 kilometra, a zajęło nam to dobre półtorej godziny! Do fiordu jeszcze kilometr, i to ostro w dół, a potem w górę. Idziemy kawałek, ale po kilkuset metrach zawracamy. Trzeba jeszcze wrócić na kemping. Marsz w wodzie (bo chlupie nam w butach już całkiem) i błocie odbiera nam humory. Klniemy pod nosem, omijając coraz większe kałuże i rozlewiska. Nie spotykamy nikogo poza jakimś Norwegiem, który w szortach i adidaskach biegnie przez podmokły teren rozchlapując wodę. Wikingiem to się jednak trzeba urodzić. Nawet nie mam już siły robić zdjęć.

Na kempingu ściągamy przemoczone buty (na szczęście jest suszarnia z miłym grzejniczkiem) i słyszymy… polski. Poznajemy Luizę i Tomka, którzy zapraszają nas na rum i pogaduszki. Rozmawiamy o planach na kolejne dni i oczywiście żalę się, że musimy jechać do Stavanger po kabel, kiedy Tomek pyta: “A jaki masz telefon?”. Odpowiadam, że iPhone, na co on: “A, to nie przejmuj się, dam ci”. “No ale jak to?” – pytam, bo przecież człowiek też potrzebuje na pewno naładować telefon. “A mam ze trzy w samochodzie, pójdę i poszukam”.

W ten sposób po raz kolejny przekonuję się o tym, że istnieją nie tylko dobrzy ludzie, ale też opatrzność, która nade mną czuwa…

Wyjeżdżamy następnego dnia rano. Najpierw do Stavanger, które okazuje się zaskakująco ładnym miasteczkiem, z przyjemnym nabrzeżem i starówką. Potem mamy autobus do Haugesund. Pogoda znów zmienia się diametralnie, jedziemy w pełnym słońcu, a kiedy wjeżdżamy na prom (podróż obejmuje przeprawę), można wystawić nawet buźkę do słońca.

W Haugesund kolejna przesiadka. O ile okolice Stavanger są naprawdę ładne (białe domki na wzgórzach, fiordy, jeziora), o tyle Haugesund to taka Norwegia C. Budynek dworca obdrapany jak stacja kolejowa w Gostyninie, w knajpie przy piwie siedzą stali bywalcy, a my jemy obiad w tajskiej knajpie z wystrojem jak z PRL. Surrealizm razy cztery. Po południu w końcu podjeżdża nasz autobus – nie mamy biletu, ale uśmiechnięta kierowczyni tylko macha ręką (przez Covid-19 nie ma obecnie możliwości kupowania biletu u kierowcy) i wiezie nas do Etne. Tam KOLEJNA przesiadka, na autobus do Oddy (też darmowy). Siedzę przyklejona do szyby jak glonojad i co chwilę podskakuję na krzesełku, krzycząc “patrz! Wodospad!”. No bo co to jest za droga: fiordy, wodospady niemal spływające na asfalt, góry i wyciosane w skale tunele. Tak po piątym wodospadzie przestaję podskakiwać i myślę sobie, że Norwegom naprawdę trafił się niezwykły kawałek świata…

W ruchu i telefonem, ale dobrze oddaje klimat tej podróży

Dojeżdżamy do Oddy wieczorem, na szczęście przystanek jest blisko naszego kempingu. Meldujemy się i właściwie idziemy spać, bo następnego dnia pobudka o piątej i szlak na Trolltungę przed nami…

PS. Jak widzicie, poruszanie się transportem publicznym po Norwegii nie jest takie proste. Nam trasa z Preikestolen do Oddy (250 km) zajęła cały dzień i cztery autobusy. Podobno był kiedyś bus łączący te dwie atrakcje turystyczne, ale z powodu pandemii (?) zawiesił kursowanie. Najlepiej mieć tu jednak swoje auto, a w nim kuchenkę gazową (my musiałyśmy prosić o zagotowanie wody sąsiadów, bo własnej nie miałyśmy – a samolotem nie było szansy jej przewieźć), jedzenie i podstawowy sprzęt kempingowy. ORAZ ZAPASOWY KABEL do telefonu 🙂

O trasie na Trolltungę – czytaj tutaj 🙂


One thought on “Norwegia II. Wokół Revsvatnet

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.