People, places, faces.

Gdzieś usłyszałam te słowa i od tamtej pory towarzyszą mi one, ilekroś udaje mi się skraść komuś portret. Ludzie spotykani w drodze stają się powtarzalni. Podobni. Staruszki sprzedające rękodzieło przy drodze są szalenie fotogeniczne, podobnie jak mężczyźni grający w chińczyka albo w bule na świeżym powietrzu. Ale czasem nie mam odwagi wyciągać aparatu.